Najlepszy prezent ślubny

Dzwoni budzik, jest 7 rano. Dziś jest ten dzień. Dzień Twojego ślubu. Na twarzy pojawia ci się delikatny uśmiech. Patrzysz na Twojego narzeczonego, który śpi obok. Za parę godzin będzie Twoim mężem.

Ledwo to pomyślałaś, dzwoni telefon. To mama. Chce potwierdzić na którą ma makijaż i fryzjera. Od razu potwierdza godziny reszty rodziny. Idziesz pod prysznic.

Gdy wychodzisz z łazienki telefon aż pęka od powiadomień. Nieodebrane połączenie od siostry, Twojej świadkowej, oraz od skrzypaczki która ma grać podczas ceremonii. Na Messengerze mruga kilka wiadomości – niektóre z życzeniami, ale są dwie z pytaniami. Jedna koleżanka zastanawia się na którą jest ślub bo zgubiła zaproszenie. Kolega z pracy pyta czy pod kościołem jest parking. Ślub na 15, tak pod kościołem jest parking.

Oddzwaniasz do siostry, przy okazji szturchasz narzeczonego, że mógłby już wstać. Siostra ma panikę w głosie. Przyjechała florystka z kwiatami. Wstążki zamiast miętowe, jej zdaniem są zielone. Zaraz wyśle zdjęcia.

Wstążki są definitywnie zielone. Trzeba to zmienić. Florystka nie ma takiego koloru, trzeba jechać po wstążkę. Dobudzasz przyszłego męża, mówisz mu co się stało i że ma jechać kupić gdzieś miętowe wstążki. Zanim wyjdzie 3 razy będzie się upewniał co to za kolor ten miętowy…

Szykujesz się do fryzjerki. Bierzesz ładowarkę bo bateria w telefonie już jest na wyczerpaniu a nie ma jeszcze 10.

Jadąc autem odbierasz połączenie od hotelu. Przywieziono z hurtowni alkohol, ale butelek wódki jest mniej niż zapowiadano. 20 mniej. Nic nie wiesz, narzeczony to załatwiał. Podajesz do niego numer.

U fryzjerki jest miło. Dostajesz kawę i ciastko. To dobrze, bo nie zjadłaś śniadania. Popijając kawę i przeglądając telefon, przypominasz sobie że dzwoniła skrzypaczka, a ty nie oddzwoniłaś. Szybko wykręcasz numer.

Dziewczyna jest lekko przestraszona. Mówi że rano była umówiona na próbę z organistą, a ten nie przyjechał. Więc ona nie wie jak to wyjdzie.

No cóż, trudno. Chociaż w głowie zaczyna kotłować ci się myśl – co jeśli organista nie pojawi się także na ślubie…

Dzwonisz do narzeczonego. Prosisz by odnalazł numer do księdza i się wypytał o organistę. Może trzeba do niego zadzwonić albo podjechać.

Okej, boli cię głowa i żołądek, ale to Twój dzień. Teraz trzeba zadbać o to by ta fryzura wyglądała idealnie. Fryzjerka sobie radzi. Odkładasz telefon na bok, chcesz choć przez chwile odetchnąć.

Wychodzisz z salonu. Jest piękna pogoda. Wsiadasz do auta, jedziesz do domu. To tam ma cię malować makijażystka.

W drodze powrotnej dzwonisz do przyszłego męża. Jest na sali z siostrą. Zmieniają wstążki w kompozycjach i na elementach dekoracji na te właściwe. Uf, siostra mówi że narzeczony się spisał, kupił odpowiedni kolor.

Wódki trzeba będzie dokupić. Hurtownia coś pomieszała i przywiozła mniej, nie czują się odpowiedzialni za tę pomyłkę. Narzeczony mówi że się tym zajmie, jak będzie wracał od księdza – ten telefonu nie odbiera, więc podjedzie podpytać o organistę.

Jesteś w domu. Przychodzi dziewczyna, która ma Cię malować. Jest bardzo pozytywna, więc i ty od razu czujesz się lepiej.

Dzwoni siostra. Rozkłada winietki. Gdzie w końcu siedzi samotna ciotka Gabi? Tyle razy to zmieniałaś, że sama nie pamiętasz. Musisz sprawdzić.

Makijaż jest, fryzura też. Teraz trzeba się ubrać. Przychodzi mama ci pomóc, przy okazji będzie miała robiony make up.

Wraca narzeczony. Też się musi ubrać. Cały czas towarzyszy Wam para fotografów i kamerzysta. W Waszym 40 metrowym mieszkaniu robi się tłok.

Wstążki zmienione. Wódka czeka w bagażniku. Ksiądz dzwonił do organisty – zapomniał o próbie, ale na ślub przyjdzie. Ma sam zadzwonić do skrzypaczki i obgadać.  

Jesteś prawie gotowa. Przychodzi Twoja siostra. Jej kolej na makijaż. Mówi że rozłożyła winietki, wszystko raczej jest okej, ale nie zdążyła już podjechać do kościoła, więc ufa że florystka sama sobie tam poradzi. No trudno, będzie jak będzie.

Telefon znów dzwoni. To tylko chłopak, który dostarczył tort i słodkości na candy bar. Wszystko jest na miejscu, ale czy on wspominał że on tego nie rozłoży? On się tym nie zajmuje.

Dzwonisz do menagera sali. Oni też tego nie rozłożą. Siostra też już nie da rady, narzeczony też.

Wiesz że w hotelu w którym jest sala weselna jest już Twoja przyjaciółka z liceum, która przyjechała na wasz ślub. W akcie desperacji dzwonisz do niej i prosisz o pomoc w rozłożeniu słodkiego stołu. Okej jasne, nie ma sprawy.  

Dobra, godzina zero coraz bliżej. Oboje jesteście już gotowi i trochę czekacie jak na szpilkach. Podjeżdża już wynajęte auto. Ale zaraz, zaraz miała być na nim girlanda z zieleni. Nikt nie podjechał udekorować auta wyjaśnia kierowca. Dzwonisz do florystki, ma spóźnienie, ale już jedzie. Zjawia się w ostatniej chwili, wiesza girlandę i przekazuje Ci bukiet.

Błogosławieństwo odbywa się w biegu. Wszyscy rodzice pojawiają się w waszym małym mieszkanku, coś mówią, nie pamiętasz nawet, że miałaś przygotowane jakieś słowa. Szybko schodzicie do auta. Przypominasz sobie że trzeba zamknąć mieszkanie.

Czekacie pod kościołem w aucie, aż wszyscy goście wejdą do środka. Siostra popędza gości, wydaje się panować nad sytuacją. Za chwile podchodzi i mówi „Już czas”.

Ceremonia się udała. Tak były jakieś skrzypce, nie było słychać zgrzytów z organistą, chociaż po minie skrzypaczki widzisz, że nie jest zadowolona. Kościół wyglądał dobrze, chociaż przypominasz sobie że miały być świece w tubach, a nie ma nigdzie żadnych świec. No nic jest jak jest.

Jedziecie na sale. Tam najpierw życzenia, później wchodzicie do środka. Jest okej. Efektu wow nie ma, ale kolory się zgadzają, każdy ma wyznaczone miejsce. Nie słychać głosów, by cos było nie tak.

Masz taki mały problem bo oberwał się tren a zaraz masz tańczyć pierwszy taniec. Idziesz do łazienki i prosisz siostrę by ci z tym pomogła. Na szczęście siostra załatwiła sprzęt od obsługi hotelu.

Czas mija bardzo szybko. Pierwszy taniec, podziękowania dla rodziców, pokaz sztucznych ogni, tort, oczepiny. Po drodze milion pytań od obsługi („Kto ma to wegańskie menu?”) od DJ’a („Najpierw będzie tort czy podziękowania dla rodziców?”) i dziadka Ryśka („To kiedy będą prawnuki?”).  Jesteś taka zmęczona, szczęśliwa, przejęta. I głodna…

Nie masz za bardzo czasu dojeść porządnie posiłku, a z drugiej strony żołądek masz wciąż tak ściśnięty ze stresu, że i tak niewiele tam się mieści.

Właśnie serwują drugą kolację. Już? Kiedy to minęło? Padasz z nóg. W sumie wizja długiego snu cię kusi. Nie to że się wytańczyłaś, no może kilka razy się udało zaszaleć na parkiecie. No ale było naprawdę fajnie, w sumie to wszystko się udało …

No tak nie ma to jak wydać kilkadziesiąt tysięcy złotych na najbardziej stresujący dzień w życiu i nawet nie przełknąć opłaconego posiłku, ani nie pamiętać za bardzo dobrej zabawy.

Możesz oszczędzić sobie tego stresu, zatrudniając konsultantkę ślubną do koordynacji ślubu i wesela. Konsultantka najpierw stworzy bardzo szczegółowy scenariusz waszego dnia ślubu i wesela. Możesz podać jej numer telefonu jako kontakt dla gości już w zaproszeniu. To ona będzie nadzorować przygotowania przedślubne, koordynować pracę usługodawców, czuwać nad prawidłowym wykonaniem wszystkich zadań. Zadba o to by wszystko było na miejscu w określonym czasie. Jeśli jest jakieś zadanie specjalne do wykonania tego dnia, najpewniej ona je zaadresuje. A wy? Możecie zająć się sobą. Skupić się na swoim wizerunku i rodzinie. A podczas wesela po prostu dobrze się bawić, bo konsultantka czuwa nad scenariuszem, mówi wam kiedy co się będzie działo, dyskretnie informuje o kolejnych punktach imprezy, ale nie zawraca Wam głowy głupotami, które sama potrafi rozwiązać. Zróbcie sobie prezent ślubny i zatrudnijcie konsultantkę ślubną do koordynacji swojego wesela.  

No Comments

Post A Comment